wróć do spisu opowiadań


"Trzydziesty raz..." autorstwa Innocence
"Trzydziesty raz..."
Innocence
26 września 2014


Lizbeth raz po raz krzątała się po niewielkim pokoju, kompletnie nie zwracając uwagi na Agila, który próbował zrównać z nią kroku i jakoś zatrzymać. Ona jednak mu sprawy nie ułatwiała. Chodziła w tę i z powrotem, pakując do walizki swoje ciuchy i kosmetyki. Nawet z odległości kilku metrów było widać, że jest wściekła; brwi miała zmarszczone, a wargi zaciśnięte w wąską kreskę.

Klapnął na pobliski fotel, obserwując poczynania nastolatki. Właśnie pakowała sukienkę, którą kupił jej na urodziny, choć, gdy tylko zauważyła, co trzyma w dłoniach, odrzuciła odzienie na bok. Po chwili namysłu sięgnęła dłonią po ciuch, zaciskając na nim smukłe palce i niedbale rzucając do walizki, którą po chwili zamknęła.

- Lizbeth, poczekaj, proszę! Ja.. – zaczął, choć nie dane mu było dokończyć.

Liz, nie oglądając się za siebie, wyszła z mieszkania, głośno trzaskając drzwiami. Nie zważała na sąsiadów, którzy, wychodząc na ogródek, z ciekawością się jej przyglądali. Domyśliła się, że ich kłótnie było słychać, choć, jeśli miała być szczera, kompletnie jej to nie obchodziło. Chciała jak najszybciej wynieść się od Agila, na spokojnie przemyśleć pewne sprawy i dopiero potem stwierdzić, co dalej z nimi będzie.

Mężczyzna w tym czasie wstał z miejsca, które dotąd zajmował; następnie padł na łóżko, które dzielił z Liz. Przytulił się do poduszki, na której dotychczas spała, po czym westchnął głośno. Dalej pachniała jej szamponem do włosów i całą Lizbeth. Uśmiechnął się pod nosem, choć wcale nie było mu wesoło. Wiedział, że dziewczyna może tym razem nie wrócić. To była ich trzydziesta kłótnia; kłótnia, w której oboje wykrzyczeli swoje obawy. I oboje notabene przegięli.

Wkrótce zasnął, wtulony w poduszkę.

*****


- Bez zbędnych ceregieli: jesteś skończonym idiotą. – stwierdził Kirito, ówcześnie upijając łyk zimnego piwa, które zostało przed nim postawione kilka minut wcześniej.

Agil zerknął na niego spod byka. Nie miał ochoty o tym rozmawiać; sądził, że sam poradzi sobie z Lizbeth. Kirito powinien zająć się Asuną, a nie wtrącać wścibski nos tam, gdzie nie powinien. W końcu za kilka miesięcy zostanie ojcem; w tym wypadku powinien spędzać z ukochaną jak najwięcej czasu.

- Lizbeth już się pochwaliła Asunie? – burknął, biorąc w dłoń szmatkę i wycierając puste kufle po piwie.

Kirito pokiwał twierdząco głową. Współczuł Agilowi, choć twierdził, że wina leżała po obu stronach. Byli w związku już od przeszło roku, a dalej sobie nie ufali, choć czasem myślał, że słusznie.

- Asuna po prostu zapytała, co u was słychać. Liz opowiedziała całą sytuację, mówiąc jeszcze, że nie zamierza nawet na ciebie patrzeć. Z tego, co wiem, była okropnie przybita. Zatrzymała się na razie u rodziców, ale zastanawia się nad przeprowadzką do innego miasta. Asuna już jej mówiła, że może mieszkać u nas, ale ta uparła się, że nie chce sprawiać kłopotów. – Pokręcił głową; na jego twarzy widniał grymas niezadowolenia. – Nie będę was bronił, Agil. Wina leży po obu stronach. Powinniście więcej rozmawiać o swoich uczuciach. Ty powinieneś wiedzieć, że mam narzeczoną i dziecko w drodze, a ona powinna się domyślić, że skoro wziąłeś rozwód z żoną, to bezgranicznie ją kochasz. Ale – podniósł głos, gdy zauważył, że Agil już otwierał usta, by coś powiedzieć – jesteście zbyt uparci, żeby przyznać się do wspólnej winy.

Słysząc słowa przyjaciela, wykrzywił usta w imitacji uśmiechu. Nie był ani trochę zadowolony. Kirito jeszcze bardziej namieszał mu w głowie, a miał nadzieję, że pomoże ogarnąć mu całą sytuację i sprawi, że Lizbeth do niego wróci. Trzydziesty raz..

- Gdyby to było takie proste, Kirito.. Gdy zaczynam temat o Hanie, ignoruje mnie i rozmawia o czymś zupełnie innym. Próbowałem z nią o tym porozmawiać, wyjaśnić sprawę z rozwodem i powiedzieć jej, że jest dla mnie najważniejsza, ale nigdy nie dała mi na to szansy. – mruknął, marszcząc brwi.

Kirito kiwnął głową ze zrozumieniem.

- Liz pojechała dziś do rodziny, jakieś dwadzieścia minut stąd. Napisała Asunie, że w mieście będzie gdzieś koło dwudziestej pierwszej. Dobrze by było, gdybyś po nią przyjechał z kwiatami, próbował przeprosić i wyjaśnić całą sytuację. Wiem, że to kompletnie do ciebie na pasuje, ale jeśli tego nie zrobisz, możesz ją stracić. Już pal licho różnicę wieku między wami: chcę, żebyście byli szczęśliwi. Masz tego nie spieprzyć, rozumiesz?

Agil zerknął znad brudnych naczyń na przyjaciela. Uśmiechnął się pogodnie. Dzięki Kirito, w jego sercu zapalił się płomyk nadziei. Kiwnął więc głową, stawiając przed przyjacielem kolejne dwa kufle piwa; jeden dla siebie, a drugi dla niego.

- Za miłość, przyjacielu. Za miłość..

*****


Tuż po zakończeniu SAO stwierdził, że nie będzie już się przed nikim płaszczyć. Zrobił to przed twórcą gry; bo samo w nią granie było uwłaszczeniem jego godności. Nawet przy Hanie, która była przecież jego żoną, nie zachowywał się tak potulnie, jak przy Lizbeth. Dziewczyna, choć o kilkanaście lat od niego młodsza, zrobiła z nim coś, czego nie potrafiła była żona.

Sprawiła, że oszalał z miłości.

Bo w końcu, mimo trzydziestu kłótni, on dalej ją kochał i dalej się o nią starał. Mimo, że często miał po prostu dość i chciał się poddać, dalej o nią walczył i próbował załagodzić spór. Lizbeth często mu wybaczała, bo nie kłócili się o jakieś poważne sprawy, a najczęściej o te błahe.

Ale tym razem było inaczej. Agil dobrze pamiętał sytuację sprzed kilku dni, gdy dziewczyna się od niego wyprowadziła. Trochę sobie wypili, bo wpadł Klein z Suguhą, a że po alkoholu człowiekowi rozwiązuje się język, powiedzieli coś, czego nie powiedzieliby na trzeźwo. I nawet to, że Lizbeth zarzekała się, że nie kocha już Kirita, a tylko jego, mu nie wystarczyło. Upierał się przy swoim; skoro była w nim zakochana, uczucie nie zniknęło na dobre.

A ona? Wcale nie była lepsza. Zazdrosna o Hanę, z którą miał kontakt ze względu na przesyłane jej pieniędze, zaczęła krzyczeć, że być może dalej potajemnie spotyka się z byłą żoną. Było to oczywiście totalnym kłamstwem, bo już po ich rozwodzie poprzysiągł sobie, że nie będą ich łączyć żadne głębsze stosunki. Po prostu przesyłał jej kasę. To Lizbeth kochał od samego początku SAO, gdy po raz pierwszy się spotkali; wtedy wiedział, że nie odpuści, nawet, gdy dowiedział się, że dziewczyna miała wtedy zaledwie piętnaście lat.

Ale, co wydawało mu się cholernie prawdopodobne – tym bardziej, że dziewczyna kochała jego najlepszego przyjaciela – Lizbeth odwzajemniła jego uczucia. Pociągnęło to za sobą szereg konsekwencji i kłótni ze znajomymi, którzy notabene nie popierali ich związku. A że w głębi duszy czuł, że po prostu myśleli, że już nie wróci do realnego świata, nawet nie przywiązywał większej wagi do ich słów. Zerwał wszelkie kontakty ze starymi przyjaciółmi i byłą żoną, by móc cieszyć się w pełni ukochaną i nowymi znajomymi, za których mógłby oddać życie.

Zerknął na zegarek umieszczony na lewym nadgarstku. Kilka minut dzieliło go od spotkania z ukochaną. Nie mógł ukryć, że się denerwował, bo denerwował się jak cholera. Był przejęty – bał się, że Liz nie przyjmie przeprosin, oraz, co będzie definitywnie gorszą opcją, w końcu zakończy ich związek, nad którym tak długo pracowali. W końcu nad trzydziestoma kłótniami i trzydziestoma powrotami trzeba było pracować – inaczej już dawno nie byliby ze sobą.

Z jego krtani wyrwało się ciche westchnięcie. Dłonie niemiłosiernie się pociły, a kwiaty, które trzymał w prawej ręce, powoli wyślizgiwały się z jego uścisku. Trzymał je dzielnie, mimo, że miał ochotę rzucić je w cholerę i uciec jak najdalej.

Jego zachowanie, owszem, ukazywało jego strach. No bo kto na jego miejscu byłby spokojny i opanowany? On na pewno nie. Już w koszmarnym świecie wykreowanym przez Kayabę był totalnie wystraszony, bo przecież chodziło o jego życie, ale teraz stawka zdecydowanie poszła w górę. Lizbeth była c z ę ś c i ą jego ż y c i a i musiał, po prostu musiał o nią walczyć bez względu na wszystko.

Nim na dobre wybudził się z letargu, pociąg stanął. Drżącymi ze zdenerwowania i niepokoju tęczówkami obserwował peron, chcąc odszukać ukochaną. Wprawdzie rozmawiał z Asuną, która powiedziała mu, jak ma się zachować, ale w aktualnej sytuacji nie było to takie proste, jakby się zdawało.

- A-Agil? – Usłyszał cichutki, nieco zaskoczony głos Lizbeth.

Zerknął w bok; natrafił na wpatrujące się w niego ze zdumieniem tęczówki nastolatki. Na ramieniu miała sporej wielkości torbę podróżną, krótkie włosy upięła w dwa małe kucyki, a na dłoni, w której trzymała telefon, zauważył pierścionek, który dał jej na rocznicę ich związku.

Uśmiechnął się. Widok ten zdecydowanie poprawił mu nastrój, a jego pewność siebie nagle wzrosła.

Przyciągnął zaskoczoną jego nagłym ruchem dziewczynę do siebie. Przycisnął usta do jej ust, składając na nich czuły pocałunek. Mimo, że Liz próbowała mu się wyrwać, nie pozwolił jej na to; przyciągnął ją bliżej siebie, pogłębiając pocałunek.

Lizbeth westchnęła, gdy w końcu się od siebie oderwali. Na jej twarzy widniały sporej wielkości rumieńce, a wzrokiem uciekała gdzieś w bok, byle tylko nie spojrzeć na ukochanego.

- C-co ty tu robisz? – wydukała.

- Czekałem na ciebie. – Agil wzruszył ramionami, z rozbawieniem się jej przyglądając. – Chciałem cię przeprosić. Za ostatnią kłótnię i za wszystkie inne, których nie potrafiłem przerwać i przyznać się do winy. Kocham cię, Liz, kocham cię do szaleństwa i nie wyobrażam sobie, żebyś mogła być z kimś innym. Cholera, to przecież nierealne, bo ja nie dam ci odejść, rozumiesz? Nie dam. Za bardzo mi zależy. I, jeśli będę musiał, to..

Lizbeth nie dowiedziała się, co Agil zrobi. Przywarła do jego ust; całowała mocno i zdecydowanie. Objęła szyję mężczyzny drobnymi ramionami, a on, nie pozostawiając jej dłuższy, objął ją w talii. Czuł, jak Liz się uśmiecha, a gdy objął jej policzki, by pogłębić pocałunek, ze zdziwieniem stwierdził, że dziewczyna płacze.

- Też cię kocham, głuptasie – szepnęła, gdy oderwali się od siebie. – Nigdzie się nie wybieram. Zostanę tu. Z tobą. Nie odejdę. Przecież zawsze wracam.

- Masz rację. – Z jego krtani wyrwał się cichy śmiech. – Wróciłaś już dwadzieścia dziewięć razy. Chyba czas na ten trzydziesty, co?

Lizbeth uśmiechnęła się szeroko. Pokiwała głową, opierając czoło o czoło ukochanego. Ze ściśniętym gardłem szepnęła:

- Naprawdę bardzo mocno cię kocham, Agil.

Dodano: 31.12.2014



comments powered by Disqus

↑do góry
↑do góry
Szybki dostęp: kolejność oglądania, pierwsza seria, druga seria, wydanie specjalne, filmy kinowe, offline, offline II, offline ws, openingi, endingi.
Podobne anime: Accel World, Log Horizon, No game no life.
Strona wykorzystuje pliki cookies potocznie zwane ciasteczkami. Korzystając ze strony, zgadzasz się na ich udostępnianie. Można również zablokować ciasteczka w ustawieniach przeglądarki.
Na stronie nie są przechowywane żadne pliki wideo, strona archiwizuje jedynie ogólnodostępne linki do serwisów wideo, których użytkownicy potwierdzili legalność zamieszczonych materiałów.